Partner Partner Medialny

Minister Witold Bańka: Team 100 szansą na medale

 MG 0052Ministerstwo Sportu i Turystyki we współpracy z Polską Fundacją Narodową, dzięki środkom ze spółek skarbu państwa, wkrótce uruchomi nowy program o roboczej nazwie „Team 100”. Opowiada o tym minister Witold Bańka w wywiadzie portalowi www.przegladsportowy.pl.

Michał Pol: Na jakie sumy mogą liczyć zawodnicy, którzy zakwalifikują się do programu „Team 100” i jak będzie on funkcjonował?
Witold Bańka: Z dyscyplin indywidualnych zostanie wyselekcjonowanych stu utalentowanych zawodników o największym potencjale, w wieku 18–23 lata, czyli juniorów starszych i młodzieżowców, którym oprócz szkolenia związkowego zostanie zapewniona dodatkowa, indywidualna ścieżka finansowania. Nie jest to program dla najlepszych, utytułowanych zawodników jak Anita Włodarczyk czy Piotr Małachowski, bo oni mają już zapewnione odpowiednie finansowanie przygotowań. Mówimy o zawodnikach aspirujących do medali, takich którzy staną się naszą sportową elitą w perspektywie najbliższych lat. Dokładne kwoty jeszcze określimy, ale będzie to około 40 tysięcy złotych rocznie. Zostaną ściśle sprecyzowane ramy tego, na co będzie można wydać te pieniądze. Sportowiec będzie mógł z tych środków sfinansować np. wynagrodzenie trenera klubowego, fizjoterapeutę, dietetyka, psychologa, suplementację, lekarza czy nawet studia. Chcemy tym samym zapewnić młodym zawodnikom komfort przygotowań. Będą się oni rozliczać bezpośrednio z Fundacją. Pieniądze trafią do nich bez pośrednictwa związku dzięki spółkom skarbu państwa, które pomogą utalentowanej młodzieży w ramach Kodeksu Dobrych Praktyk Sponsoringowych. Nauczymy sportowców efektywnego inwestowania we własną karierę. Zawodnik dostanie od nas sygnał: na obozach kadry masz fizjoterapeutę, ale potrzebujesz go także na co dzień – znajdź go i zainwestuj. Podobnie z dietetykiem, psychologiem sportowym czy choćby dodatkowym obozem.

Zawodników jakich dyscyplin obejmie ten program i kto będzie dokonywał selekcji?
Witold Bańka: Grupę wyodrębni specjalnie do tego powołany zespół metodyczno-szkoleniowy przy Ministerstwie Sportu i Turystyki. Programem zostaną objęci sportowcy uprawiający dyscypliny olimpijskie, ponieważ jest to projekt medalowy. Ma on pomóc zawodnikom dołączyć do sportowej elity w perspektywie najbliższych lat, zimowych i letnich igrzysk olimpijskich. Sponsorem programu jest Polska Fundacja Narodowa, która traktuje go jako element promocji wizerunku Polski. Sportowcy są ambasadorami naszego kraju w świecie. To z kolei oznacza, że będą  rozliczani nie tylko z osiągnięć ale i z postawy. Doping, czy też inne nieetyczne zachowanie automatycznie wykluczy zawodnika z programu. Po roku będziemy weryfikować zarówno wyniki, jak i efektywność wydatkowania środków.

Czy pominięcie związków sportowych przy programie „Team 100” wynika z braku zaufania ministerstwa do nich?
Witold Bańka: Przede wszystkim chcemy sprawdzić skuteczność modelu, który eliminuje zbędnych pośredników w dystrybucji środków sponsorskich. Z doświadczenia wiemy, że spora część z nich bywa przez związki wydatkowana nie tak, jakbyśmy chcieli. Wychodzimy z założenia, że skoro już udało nam się pozyskać dodatkowe pieniądze ze spółek skarbu państwa, to musimy mieć pewność, że zostaną wydane na sport. Obawiam się, że gdyby ten projekt miał przechodzić przez związki sportowe, to ze środków skorzystałoby znacznie mniej zawodników. Spora część związków sportowych funkcjonuje źle, co nie ukrywam jest moim wielkim rozczarowaniem. Oczywiście nie wszystkie, ale proszę mi wierzyć, że liczba skarg, jakie do nas wpływają jest porażająca. Wojny wyborcze, tzw. spłacanie poparcia czy marnotrawienie środków – problemów w tych organizacjach jest bardzo dużo. Przeprowadziliśmy kompleksowe badanie transparentności i zarządzania związkami. Wyniki są niestety słabe. Poziom zarządzania i kadr menedżerskich pozostawia sporo do życzenia. Wciąż nie możemy mówić o przejrzystej działalności. Związki ukrywają szereg informacji, które powinny być jawne. Mam nadzieję, że to się zmieni.

Działalność których związków najbardziej pana martwi?
Witold Bańka: Choćby tenisowego, którego władze zaprzepaszczają szanse na rozwój dyscypliny. Gospodarowanie środkami przez ten związek pozostawia wiele do życzenia. PZT wciąż nie zwrócił blisko 260 tys. zł dotacji za rok 2015. Napięć nie brakuje w łucznictwie i zapasach. W judo walne zgromadzenie delegatów nie udzieliło absolutorium ustępującemu zarządowi. W tenisie stołowym odwołano właśnie prezesa, a w środowisku trwa konflikt. Z kolei w związku jeździeckim prezes ustąpił po zaledwie miesiącu urzędowania. Niektórzy twierdzą, że największy problem polskiego sportu to brak pieniędzy, a tymczasem Polski Związek Piłki Siatkowej zwrócił do budżetu ministerstwa ponad 1,3 mln zł niewykorzystanych środków za 2016 rok. Polski Związek Podnoszenia Ciężarów oddał prawie 230 tys. zł. Przykładów niewłaściwego gospodarowania środkami jest więcej. Niedawno jeden ze związków wystąpił z wnioskiem o dofinansowanie miesięcznego zgrupowania w Zjednoczonych Emiratach Arabskich dla 26 zawodników i 7 osób towarzyszących na sumę niemal 500 tys. złotych. Żeby zilustrować kuriozalność tego pomysłu, nadmienię, że ta kwota to roczny budżet na sport wyczynowy związku łyżwiarstwa figurowego! Rozumiem konieczność organizacji przygotowań do sezonu w ciepłych krajach, ale w granicach zdrowego rozsądku. Ponadto nie wszyscy wybrani na obóz zawodnicy stanowią elitę tej dyscypliny. Zachodziła wręcz obawa, że wytypowanie ich to niejako „spłata” poparcia wyborczego. Ministerstwo wychwyciło ten przypadek i ograniczyło rozmach tej eskapady. Bardzo mnie też boli, że działacze mojej ukochanej lekkoatletyki, która ma największe środki w historii – około 30 mln zł, w tym blisko 16 mln zł na sport wyczynowy – nie chcą docenić swoich najlepszych trenerów, mimo zwiększenia środków. Ministerstwo wprowadziło możliwość wynagrodzenia wybitnych szkoleniowców dyscyplin olimpijskich dodatkiem w wysokości do 7 tys. zł, niezależnie od bonusów za medale zdobyte przez ich zawodników w imprezach mistrzowskich. Polski Związek Narciarski wystąpił o taki dodatek dla trenerów Horngachera i Wierietielnego. Tymczasem Polski Związek Lekkiej Atletyki, mając dużo większe możliwości finansowe, wystąpił dla trenerów Krzysztofa Kaliszewskiego i Witolda Suskiego o zaledwie 3 tys. zł, a dla Malwiny Sobierajskiej, trenerki Wojtka Nowickiego o... nic. Bo jak twierdzą działacze, „ma jeszcze czas na podwyżki”. Przecież jej czas właśnie nadszedł! Wojtek zdobył brązowy medal igrzyskach olimpijskich. Takich trenerów trzeba docenić bez względu na wiek. Podobnie rzecz ma się ze wspomnianym trenerem Kaliszewskim, opiekunem Anity Włodarczyk. Co on jeszcze ma zrobić, żeby zasłużyć na pełną pulę? Nie rozumiem tej sytuacji i apeluję o przyzwoitość.

A co z nowelizacją ustawy o sporcie? Kiedy może trafić pod obrady Sejmu?
Witold Bańka: Myślę, że gotowy projekt zostanie skierowany pod obrady Rady Ministrów na początku marca. Ustawa właśnie wróciła do ministerstwa po konsultacjach publicznych. Pojawiło się kilka uwag, które częściowo zamierzamy uwzględnić. Żaden ze związków nie miał zastrzeżeń do zapisów o zakazie pełnienia funkcji przez byłych funkcjonariuszy aparatu represji, czyli SB i UB. Jednym z najważniejszych zapisów nowelizacji ustawy jest zakaz powiązań kapitałowych dla członków zarządu i ich rodzin, czyli brak możliwości świadczenia usług na rzecz związku przez osoby bliskie dla członka zarządu, bo z tego m.in. brały się największe patologie, nepotyzm i korupcja. Wprowadzimy zapisy, które zwiększą transparentność w funkcjonowaniu związków sportowych.

apm

Zawodnik Trener